Nienawiść.
Uczucie powodujące
wiele zniszczeń w naszym życiu.
Co je rozpoczyna?
Poczucie zagrożenia? Zazdrość? A może krzywda, którą ktoś nam wyrządził? Nie ma
jednego, jedynego powodu, dla którego obdarzamy kogoś właśnie tym uczuciem. Ale
czy zawsze nasza nienawiść jest prawdziwa? Może tylko sobie ją wmawiamy, a tak
naprawdę bardzo nam zależy na tej osobie?
Mając w swoim sercu
nienawiść, jesteśmy źli. Dlaczego?
Bo to negatywne
uczucie. Pragniemy złego losu dla drugiego człowieka. Jesteśmy w stanie
wyrządzić komuś krzywdę.
Nienawiść nigdy nie
zwiastuje niczego dobrego.
~*~
Cicho, ciemno i
ponuro. Zamknął za sobą drzwi i przekręcił zamek. Dopiero teraz tak naprawdę
mógł odetchnąć z ulgą i zaczerpnąć powietrza pełną piersią. Wydawało mu się, że
zrobił to już w samolocie, ale jednak zdawał sobie sprawę z tego, że jest
inaczej. Nawet podczas podróży, gdzieś w zakamarkach jego umysłu czaił się
niepokój, że coś pójdzie nie tak i że jego plany pójdą się pierdolić.
Jednak miał
szczęście.
Udało mu się.
Teraz zaczynał nowe
życie.
Wyjął z czarnego
plecaka Nike małe, prostokątne pudełko z nowym telefonem komórkowym zakupionym
tutaj, w Meksyku. Daleko od jego rodzinnego miasta, ale przynajmniej
bezpiecznie. Wyjął aparat z pudełka i włożył do niego nową kartę kupioną w kiosku
niedaleko jego nowego mieszkania.
Zmiana telefonu i
numeru nie była dla niego czymś dziwnym. Robił to dość często dla zachowania
bezpieczeństwa jak i prywatności. Jednak w tym przypadku było to raczej
koniecznością. Jeśli naprawdę popełnił błąd... nie chciał nawet myśleć o tym,
co mógłby mu zrobić jego ostatni zleceniodawca.
Rozpakował ubrania do
dużej, dębowej szafy stojącej w sypialni. Planował sobie założyć następnego
dnia konto w banku, znaleźć nudną pracę, w której będzie narzekał na niską
wypłatę. Będzie miał życie takie same jak wszyscy normalni ludzie. Może nawet
znajdzie kobietę, z którą założy szczęśliwą rodzinę i która urodzi mu dzieci?
Kto to wie. Daleko wybiegał w przyszłość, ale czy ktoś mógł mu tego zabronić?
Dobrze jest mieć nieco zaplanowanego życia.
Wcisnął mały przycisk
i ekran telefonu się rozświetlił. Zobaczył powitalny napis, potem przeszedł
przez konfigurację.
Nie miał pojęcia, jak
wyglądało będzie życie bez płatnych zleceń, bez zabijania. Lubił słuchać jak
ludzie krzyczą, nie mogąc wytrzymać z bólu. Z fascynacją łamał im wszystkie
kości. I nigdy nie okazywał litości.
Miał tylko jedną
zasadę. Nie robił krzywdy dzieciom.
~*~
Uruchomił telefon
Megan. Bateria była naładowana do połowy. No tak, był wyłączony od dnia jej
zaginięcia, więc nic dziwnego, że bateria nadal trzymała. Przywitało go zdjęcie
uśmiechniętej dziewczyny, które widział już w jej pokoju, bo było przyczepione
do tablicy korkowej umocowanej nad biurkiem. Nastolatka siedziała na łóżku
trzymając gitarę.
Chciał odblokować ekran,
ale musiał podać kod. Ani trochę go to nie zdziwiło. Każdy zakłada takie
zabezpieczenia, aby chronić swoją prywatność. Coś o tym wiedział. Żeby
odblokować jego telefon, trzeba było podać kombinację ośmiu cyfr.
Na szczęście znał
kogoś, kto mógł mu pomóc z odblokowaniem telefonu. Odłożył urządzenie i wcisnął
guzik interkomu.
– Stacy, chodź do
mojego gabinetu – powiedział stanowczo, położył łokcie na biurku i przycisnął
złączone palce do ust.
Jego asystentka
wkroczyła do gabinetu z niezwykłą gracją, której mogłaby pozazdrościć niejedna
przedstawicielka płci pięknej. Od kobiety emanowała niezwykła pewność siebie.
– O co chodzi,
szefie? – zapytała, siadając naprzeciw niego na beżowym, skórzanym fotelu.
Założyła jedną nogę na drugą, przeczesując rude włosy.
– Potrzebuję twojej
pomocy. – Podsunął jej telefon. Wzięła go w dłoń, unosząc wyregulowaną brew.
– Kupujesz swojemu
synowi telefon i nie wiesz, czy taki jest odpowiedni? Radziłabym ci tylko kolor
zmienić. – Uśmiechnęła się drwiąco.
– Zanim kupię Ian'owi
telefon, minie trochę czasu. Jest dzieckiem. Nie chcę, aby interesował się
telefonami zamiast zabawkami. A co do pomocy... Wiem, że masz taki sam telefon.
Musisz uzyskać dla mnie dostęp do niego. Ma hasło.
– Ciesz się, że
akurat ja jestem twoją sekretarką i znam się na takich sprawach – prychnęła z
uśmiechem, przekrzywiając głowę. Obdarzyła go intensywnym spojrzeniem. – Co z
tą dziewczyną, którą znaleźliście z Ian'em w zaułku?
Wzruszył ramionami,
kręcąc głową.
– Nie wiem. Jest
nieprzytomna – powiedział jej mniej więcej to samo, co usłyszał wcześniej od
lekarza.
– Cholera... Nie jest
dobrze. – Przygryzła pełną wargę. – Dzwoniłam do różnych posterunków.
Oczywiście nie było to łatwe, ale mam znajomości. Nikt nie zgłosił zaginięcia
dziewczyny, której opis pasowałby do laski ze szpitala.
– A miałem cię o to
poprosić. – Uśmiechnął się delikatnie. – Włam mi się do tego telefonu, a
dostaniesz podwyżkę.
Zaczęła się podnosić.
– Przewiduję twoje
prośby, Cullen. I zrobiłabym to nawet bez podwyżki, ale dzięki za twoją rozrzutność.
Za pół godziny możesz odebrać to cacko. – Zaśmiała się i opuściła pomieszczenie.
Nie minęło jednak
pięć minut, a Stacy ponownie weszła do jego gabinetu. Uniósł brwi.
– Co jest?
– Już wiem, czemu nic
nie znalazłam, kiedy chciałam sprawdzić wiadomości tej dziewczyny. – Położyła
na jego biurku coś białego i prostokątnego z jednym ukośnym rogiem. – Nasza
zaginiona miała drugi numer. Wiesz, tak teraz myślę...
– O czym? – Oderwał
wzrok od karty SIM i skupił go na Stacy.
– Chłopcy lubią się
chwalić swoimi podbojami. – Poprawiła bluzkę i włosy. – Niezła ze mnie laska,
co?
– I skromna. – Zaśmiał
się cicho. – O co chodzi?
– Młody chłopak
będzie chciał zaimponować starszej kobiecie. A ja jeszcze pamiętam, jak
wykorzystać swoje wdzięki. – Uśmiechnęła się szeroko. – Włamię się do tego
telefonu i idę zdobyć jakieś informacje wśród jej kolegów.
– Tylko się nie
zapędzaj za bardzo. – Podniósł się z fotela i założył marynarkę. – Przenieś
pliki z telefonu na komputer. Dosłownie wszystkie. Wiadomości, połączenia. Sprawdź
bilans drugiej karty. Wszystko wyślij mi mailem. A jak odniesiesz sukcesy z
dzieciakami, zadzwoń.
– Oczywiście, szefie.
– Mrugnęła i oboje opuścili jego gabinet.
Stacy zajęła swoje
stanowisko pracy, a on przywołał windę, myśląc o dziewczynie znajdującej się w
szpitalu. Zapewne musiało minąć kilka dni żeby się wybudziła. Zależy od tego,
jak silny jest jej organizm. Może nie być na tyle mocny, aby przeżyć.
Rozejrzał się uważnie
po zaułku i odsunął jeden z kontenerów. Zrobił dwa kroki i zobaczył dziurę w
ścianie. Kucnął i zaczął się rozglądać po ziemi. W końcu znalazł to, po co
tutaj przyszedł. Nie pomylił się. Wyjął z kieszeni chusteczkę i wziął kulę,
uważając aby nie zostawić na niej swoich odcisków palców. Zmarszczył brwi. Musiał
to przesłać na komisariat. Zawinął znalezisko w chusteczkę i schował ją do
kieszeni. Oczywiście było tu dość sporo krwi. Pokręcił głową i westchnął. Nie
miał bladego pojęcia, jak tej dziewczynie udało się przetrwać.
Doskonale wiedział,
jak ciężko jest żyć na ulicy. A już szczególnie, gdy stan zdrowia jest bardzo
zły. Kto by pomyślał, że bogaty Edward Cullen był kiedyś biedny i bezdomny?
Wiele osób myśli, że miał od samego początku kolorowe życie. Są w błędzie. Był
taki okres, w którym jego życie składało się jedynie z szarych kolorów. To są
rejony, w które nigdy nie wracał. Jedynie jeśli zbłądzi, postanowił zejść z
obranej wcześniej ścieżki.
Wyszedł szybko z
zaułka zanim znowu zboczyłby z właściwego kursu. Nie chciał wracać do krainy
szarości.
~*~
Ubrał się szybko i
wyrzucił zużytą prezerwatywę do kosza na śmieci stojącego przy dębowym biurku.
Spojrzał na blondynkę, która leżała na łóżku z błogim wyrazem twarzy.
Uśmiechnął się sztucznie. Doprowadził ją do takiego stanu. Szkoda, że ona mu
się nie odwdzięczyła tym samym. Nawet porządnie obciągnąć nie umiała. Boże,
nigdy więcej jej już nie tknie. Ale przynajmniej mógł ją porządnie zerżnąć,
zamiast walić sobie konia pod prysznicem i wysilać swoją wyobraźnię.
Z tą małą dziwką na
pewno byłoby mu dobrze mimo tego, że nie była doświadczona ani trochę.
Nauczyłby ją wszystkiego. Potrzebował tylko jeszcze trochę czasu. Kilka dni,
może tygodni, aż w końcu by mu uległa. Ale ta kurwa zaczęła węszyć. Wszystko
szlag trafił, musiał się jej pozbyć, zanim jej ciekawość narobiłaby poważnych
szkód w jego życiu.
– Spotkamy się
jeszcze? – Blondynka usiadła, zaś kołdra zsunęła się z jej piersi. Patrzył się
na nie przez chwilę, a potem jego wzrok znów powędrował do góry, przyglądając
się jej twarzy.
– Nie – odparł,
zapinając ostatni guzik błękitnej koszuli, po czym opuścił mieszkanie
dziewczyny.
Musiał poszukać
kolejnej małej suki. Tylko tym razem żadnych świętoszek. Nie miał zamiaru znów
się cackać i udawać kogoś, kim w ogóle nie jest. Kwiatki, czułe słówka...
Kurwa, po co to komu?!
Wsiadł do swojego
samochodu i zerknął na zegarek.
Już
czas na spotkanie.
_________________________________________
Witam!
Wiem, notki długo nie było. Znowu. Przepraszam. Szkoła zabiera mi mnóstwo czasu. Nauczyciele wstawiają jedynki... bo tak. Wypisuje sobie wszystkie oceny w notesie. Cały czas. Z angielskiego miałam tylko pozytywne i dowiedziałam się, że mam trzy jedynki. Za co się pytam? Na dodatek przez kolegę, który postanowił się wymądrzać, nauczyciel (a dokładniej to komisarz, lub nadkomisarz. Nie wiem dokładnie), zadał nam dwie prace. Na dwie strony A4. Nie wiedziałam totalnie co mam pisać ;-; Do tego dochodzi mi 1 z matematyki na półrocze jak całej klasie, ale nic dziwnego skoro mój nauczyciel ma 61 lat i mówi o swoich wnukach i o tym, że komputer to głupi sprzęt, bo wszystkich zadań matematycznych nie rozwiąże.
Dobra. Mam nadzieję, że notka się spodobałam. Na pewno się znajdą jakieś błędy, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie : ) Muszę też nadrobić i skomentować kilka blogów, ale muszę najpierw znaleźć czas. Postaram się podczas przerwy świątecznej!
Dobra. Mam nadzieję, że notka się spodobałam. Na pewno się znajdą jakieś błędy, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie : ) Muszę też nadrobić i skomentować kilka blogów, ale muszę najpierw znaleźć czas. Postaram się podczas przerwy świątecznej!
Pozdrawiam,
s.w.e.e.t.n.e.s.s